"NIC O POLSCE" czyli czy jest lekarstwo na bezradność?


Jest pewien utwór Marii Peszek. Słyszałam go tylko raz i trudno mi do niego wrócić.

A jednocześnie chodzi za mną i tłucze się w głowie niczym przebój disco polo.


"[...] Nic nie będzie już o Polsce

Polski we mnie nie ma

Polska była i umarła

Polska się skończyła [...]"


Trudny jest dla mnie ten tekst. Nie czuję tak jak Maria Peszek, Polska nadal jest

w moim sercu, a jednocześnie tak bardzo mi to bliskie, to o czym ona śpiewa.


Dziś będzie osobiście, ale na końcu mam dla Ciebie kilka inspiracji, jak radzić sobie z bezradnością i wszechogarniającym dołem, o jaki nietrudno w dzisiejszych czasach.

Jestem emigrantką od 3,5 roku. Gdy ludzie pytają mnie o powody wyjazdu,

są zdziwieni. Zwykle ludzie wyjeżdżają „na zachód” po lepsze życie, czyli zarobki.

Ja też wyjechałam po lepsze życie. Ale nie wyraża się ono w pierwszej kolejności

w zarobkach.


Zdecydowałam się opuścić rodzinny kraj, w którym miałam wszystko – rodziców, przyjaciół (choć wielu już wiele lat temu spakowało walizki i żyją poza Polską),

pozycję ekspertki w swojej dziedzinie.


To wszystko dlatego bo chciałam żyć gdzieś, gdzie jest względnie normalnie, stabilnie i jest większa otwartość. W takim kraju chciałam wychowywać mojego syna.

Gdy obserwuję to, co się dzieje w Polsce, to wiem, że moja intuicja te kilka lat temu była dobra. Już wtedy czułam, że atmosfera będzie robiła się coraz bardziej brunatna. Już wtedy przeczuwałam, że będzie coraz gorzej w kwestii praw kobiet

i wszelkich mniejszości.


Jestem na tym wygnaniu uprzywilejowana i czuję za to wdzięczność. Mam swoje problemy i "rozkminki", ale nie musiałam starać się o azyl, mam dom, możliwość zarobkowania, a dziecko chodzi do przedszkola i mamy co jeść.

Każdego dnia mijam w mojej dzielnicy rodziny uchodźców, które żyją tuż obok,

w nieogrodzonym ośrodku, a ich dzieciaki bawią się na pobliskim placu zabaw.

Inny świat.


Zobacz, jaki to los na loterii. Móc udać się na dobrowolne wygnanie z własnego kraju z pobudek społeczno-politycznych. Uciec od całego tego chaosu, nienawiści.

Do miejsca, gdzie „konsultacja w sprawie aborcji” jest na zwykłej liście świadczeń, gdy umawiam się na kontrolę ginekologiczną.


Mimo iż przez wiele lat pracowałam w Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny i od podszewki znam historie kobiet, którym odmówiono terminacji ciąży, sprawa Izy

z Pszczyny porusza moje serce od nowa.


Tak, to też mogłam być ja.

Moja pierwsza ciąża obumarła pod koniec pierwszego trymestru. Ale nie doszło do naturalnego poronienia. Z pomocą męża i kontaktów zawodowych udało mi się wywalczyć farmakologiczne wywołanie poronienia, nie chciałam iść na łyżeczkowanie. Żeby urodzić martwy zarodek, brałam te same leki, które kobiety biorą dziś, żeby mieć domowe aborcje.


Kto wie, jak sytuacja się potoczy — jeśli sytuacja w Polsce się zaostrzy, te leki mogą przestać być dostępne, a kobiety nie będą mogły z nich korzystać. Ani w przypadku aborcji z wyboru, ani terminacji z przyczyn medycznych.


Kto wie, jak będzie za parę miesięcy – może i w takiej sytuacji jak moja, gdy serce zarodka przestało bić, lekarze będą czekać, aż poronienie zacznie się samoistnie.

No bo przecież trzeba by zrobić łyżeczkowanie albo podać tabletki, a to już prawie wygląda na aborcję. A jak się poronienie nie zacznie? Wiadomo… Tak natura chciała…


W moim liście do Ciebie staram się dać Ci jakiś impuls do działania, pytanie

do przemyślenia.


Dziękuję, jeśli dotrwałaś/eś do tego momentu. Dzielę się swoim własnym bólem i frustracją, bo to one są też gdzieś u podłoża tego, co robię. Już dwie dekady działam na rzecz zdrowia i praw reprodukcyjnych i seksualnych, bo wiem, jak to jest ważne.

Dziś bardziej niż na walce politycznej i na manifestacyjnych barykadach, skupiam

się na pomaganiu Wam w uzdrawianiu seksualności i czerpaniu przyjemności

z tej sfery życia — Seksuolożka, taki jest mój zawód z wyboru.

W tych mrocznych czasach walka o swoją przyjemność jest – moim zdaniem

– aktem oporu wobec tego, co się dzieje. Ciesząc się naszą seksualnością, na przekór wszystkiemu dajemy jasny sygnał – wybieram życie, wybieram nadzieję.


Czy jest lekarstwo na bezradność?

Chciałabym zakończyć ten osobisty wpis kilkoma luźnymi inspiracjami, co można zrobić, aby wybić się z poczucia beznadziei, bezradności i strachu w obliczu naszej ponurej rzeczywistości.


SPRAWCZOŚĆ

Nawet jeśli nie chcesz lub nie możesz aktywnie angażować się w organizacje marszów, pomaganie kobietom czy jeździć na granicę pomagać uchodźcom i uchodźczyniom, nadal masz wpływ. Możesz wpłacić nawet małą kwotę na rzecz organizacji pomocowych. Ja ufam i wspieram następujące, a linki do nich znajdziesz na końcu tego wpisu:

  • Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny

  • Edukatorów Seksualnych Ponton

  • Aborcyjny Dream Team

  • Fundacja Ocalenie

EDUKACJA

Jeśli jesteś kobietą w wieku reprodukcyjnym, ale też jej partnerem czy partnerką, poznaj swoje prawa i znaj numery telefonów pomocowych.

Na stronie "Federy" znajdziesz poradniki prawne i telefony do prawniczek.


Masz dzieci? Zadbaj, aby otrzymały rzetelną edukację seksualną. Sam/a także dbaj o uzdrowienie swojej własnej seksualności, bo to pomaga przekazywać pozytywne wzorce dzieciom.


ZAPOBIEGANIE

Jeśli nie planujesz w ogóle albo w najbliższym czasie ciąży, zapisz się na kontrolę do ginekologa lub ginekolożki i weź receptę na tzw. Pigułkę „Po”.

Jest ona ważna kilka lat, a im szybciej ją zażyjesz w sytuacji gdy np. pęknie prezerwatywa, tym większa szansa na uniknięcie nieplanowanej ciąży.


Masz już tyle dzieci, ile chciałaś/chciałeś lub nie planujesz zostać rodzicem? Wybierz trwałe metody antykoncepcji. Męska wazektomia jest prostsza i bezpieczniejsza, ale zabiegi u kobiet też są możliwe (prawdopodobnie w dzisiejszym klimacie jaki panuje w Polsce, trzeba wyjechać za granicę, żeby coś takiego wykonać).


Jesteś w ciąży? Rozważ wykonanie genetycznych badań prenatalnych (z krwi)

jak najwcześniej. W przypadku decyzji o terminacji zdążysz zorganizować wyjazd za granicę. To dziś najsensowniejsza opcja, jeśli się ma na to środki. Jeśli nie, wyżej wymienione organizacje mogą pomóc uzyskać świadczenia medyczne na miejscu.


DBANIE O SIEBIE

Nawet jeśli starasz się dystansować od sytuacji na granicy, czy w prawach kobiet, jest duża szansa, że odczuwasz lub poczujesz pogorszenie stanu psychicznego.

To może być większy stres, poczucie zagrożenia, nawet spadek libido.

Dbaj o siebie, dużo spij, a jeśli czujesz mocne wahania nastroju, koniecznie zgłoś się do psychiatry lub psychoterapeutki/psuchoterapeuty.


WALCZ O SWOJĄ PRZYJEMNOŚĆ

W całym tym chaosie nie zapominaj, że przyjemność uzdrawia. Szukaj odrobiny luzu i zabawy. Nie zapominaj o seksie lub samomiłości. Albo przynajmniej o odrobinie zmysłowej przyjemności.


Dbaj o siebie!

Anka.


Linki do organizacji pomocowych w Polsce:



149 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie